
„Czy wszyscy rozumieją?” – prowadzący patrzy na salę, nikt się nie odzywa, więc wykład idzie dalej. Kilka minut później na grupowym komunikatorze pojawia się wiadomość: „Czy ktoś w ogóle wie, o czym on mówił?”. Odpowiedzi pokazują, że problem miała połowa grupy. Mimo to podczas zajęć żadna osoba nie podniosła ręki.
Takie sytuacje zdarzają się na uczelniach nie dlatego, że studenci są bierni albo nie zależy im na nauce. Często działa prosty mechanizm społeczny. Zadanie pytania oznacza publiczne przyznanie, że czegoś się nie rozumie. Jeśli student obawia się oceny prowadzącego albo kolegów, łatwiej zachować milczenie, nawet gdy odpowiedź jest mu naprawdę potrzebna.
Właśnie tutaj pojawia się pojęcie psychologicznego bezpieczeństwa. Oznacza ono przekonanie, że w danej grupie można zabrać głos, przyznać się do błędu czy niepewności bez obawy przed upokorzeniem lub utratą pozycji.
Cisza na sali nie oznacza zrozumienia
Prowadzący łatwo może potraktować brak pytań jako informację, że materiał jest jasny. Z perspektywy studenta sytuacja wygląda jednak inaczej. Jeśli nikt wcześniej nie zadał pytania, pierwsza osoba musi niejako publicznie przerwać wykład i zwrócić na siebie uwagę całej sali.
W dużej grupie jest to szczególnie trudne.
Student może pomyśleć: „pewnie tylko ja tego nie rozumiem”. Skoro pozostałe sto osób milczy, ich zachowanie staje się dowodem, że problem leży po jego stronie.
Tyle że inni mogą myśleć dokładnie to samo.
W psychologii społecznej takie sytuacje pokazują, jak łatwo ludzie wykorzystują zachowanie grupy do interpretowania niejasnej sytuacji. Jeśli wszyscy zachowują spokój, każdy zakłada, że pozostali wiedzą więcej.
W efekcie cała sala może być zagubiona i jednocześnie sprawiać wrażenie, że wszystko jest oczywiste.
Jeden złośliwy komentarz może uciszyć grupę na wiele tygodni
Atmosfera zajęć buduje się bardzo szybko. Jeżeli student zadaje pytanie i słyszy odpowiedź w rodzaju „to przecież było w szkole średniej” albo „gdyby pan czytał materiały, nie musiałby pan pytać”, pozostali dostają bardzo czytelny sygnał.
Nawet jeśli komentarz miał być żartem, ryzyko związane z aktywnością gwałtownie rośnie. Następnym razem grupa poczeka do końca zajęć albo sprawdzi temat samodzielnie.
Dla prowadzącego może to być niewidoczne. Widzi po prostu mniej pytań i uznaje, że studenci są mało zaangażowani.
Tymczasem to jego wcześniejsza reakcja mogła nauczyć ich, że aktywność społecznie się nie opłaca.
Odwrotny mechanizm również działa bardzo szybko. Jeśli pierwsze pytania zostaną potraktowane poważnie, a prowadzący pokaże, że niejasności są normalne, kolejne osoby łatwiej zabierają głos.
Najtrudniej przyznać się do niewiedzy wśród ambitnych osób
Można sądzić, że studenci najlepszych kierunków powinni zadawać najwięcej pytań. Czasami dzieje się odwrotnie.
Jeżeli grupa składa się z osób przyzwyczajonych do wysokich wyników, każda z nich może bardzo dbać o wizerunek osoby kompetentnej. Pytanie staje się wtedy potencjalnym sygnałem, że czegoś się nie wie.
Im silniej student utożsamia poczucie własnej wartości z byciem „dobrym”, tym trudniej mu publicznie pokazać lukę w wiedzy.
To paradoksalne, ponieważ nauka na wysokim poziomie wymaga dokładnie odwrotnej postawy. Dobry badacz powinien potrafić powiedzieć: „nie wiem”, „nie rozumiem tego wyniku” albo „moja wcześniejsza hipoteza była błędna”.
Jeżeli studenci od początku uczą się ukrywać niewiedzę, uczelnia może nieświadomie wzmacniać zachowanie sprzeczne z istotą nauki.
Pytanie wymaga również poczucia, że ma się prawo zajmować czas grupy
Nie każdy lęk dotyczy kompromitacji. Część studentów obawia się, że ich pytanie zabierze czas innym. Dotyczy to szczególnie dużych wykładów prowadzonych według napiętego programu.
Osoba może dobrze wiedzieć, czego nie rozumie, ale myśli: „zapytam po zajęciach, nie będę wszystkich zatrzymywać”. Jeśli po wykładzie wokół prowadzącego stoi kolejka, ostatecznie rezygnuje.
W ten sposób brak interakcji zostaje wbudowany w organizację zajęć.
Czasami wystarczy proste zakomunikowanie, że pytania są częścią wykładu i przewidziano na nie czas. Student otrzymuje wtedy społeczne przyzwolenie, którego wcześniej nie był pewien.
Anonimowe pytania mogą otworzyć grupę
Technologia daje pod tym względem ciekawe możliwości. Studenci mogą wysyłać pytania przez formularz albo aplikację bez podawania nazwiska. Prowadzący widzi na ekranie, które zagadnienia budzą największe wątpliwości.
Takie rozwiązanie nie powinno całkowicie zastępować rozmowy, ale dobrze sprawdza się na początku, szczególnie w dużych grupach. Osoby, które nigdy nie podniosłyby ręki, otrzymują sposób na sygnalizowanie problemu.
Co ciekawe, anonimowe pytania mogą również pomóc prowadzącemu zobaczyć, jak wiele osób ma podobną trudność. Jeśli kilkanaście osób pyta o tę samą rzecz, jest to cenna informacja dotycząca sposobu wyjaśnienia materiału.
Zamiast uznać, że studenci „nie przygotowali się”, można sprawdzić, czy dany fragment nie wymaga innego przykładu.
Błędy prowadzącego też mają znaczenie
Psychologiczne bezpieczeństwo bardzo dobrze buduje sposób, w jaki osoba prowadząca reaguje na własne błędy. Jeśli wykładowca pomyli się na tablicy, a po zwróceniu uwagi przez studenta spokojnie mówi „rzeczywiście, masz rację”, wysyła ważny komunikat.
Pokazuje, że korekta nie oznacza utraty autorytetu.
Jeśli natomiast za wszelką cenę próbuje udowodnić, że nie popełnił błędu, studenci uczą się, że status zależy od nieomylności.
To szczególnie ważne w kształceniu przyszłych naukowców. Nauka rozwija się właśnie dzięki możliwości kwestionowania wyników, powtarzania badań i poprawiania wcześniejszych wniosków.
Sala wykładowa może być pierwszym miejscem, w którym student uczy się, czy kwestionowanie autorytetu jest dozwolone.
Informacja zwrotna od studentów wymaga podobnego bezpieczeństwa
Uczelnie coraz częściej prowadzą ankiety dotyczące jakości zajęć. Problem polega na tym, że student może nie wierzyć w ich anonimowość albo uważać, że jego opinia i tak niczego nie zmieni.
Jeżeli wcześniej widział prowadzącego reagującego defensywnie na krytykę, trudno oczekiwać otwartego komentarza.
Dobrze działa sytuacja, w której nauczyciel sam prosi o konkretną informację: co było najbardziej niejasne, które zadanie rzeczywiście pomogło i czego zabrakło. Jeszcze lepiej, jeśli później odnosi się do otrzymanych uwag.
Student widzi wtedy, że informacja zwrotna prowadzi do zmiany, a nie trafia do anonimowej tabeli.
Bezpieczeństwo nie oznacza braku wymagań
Pojęcie psychologicznego bezpieczeństwa bywa czasami źle rozumiane jako tworzenie środowiska, w którym nikogo nie można krytykować. W rzeczywistości jest odwrotnie.
Grupa może mieć bardzo wysokie standardy, a jednocześnie pozwalać na otwarte mówienie o błędach. Student może otrzymać jasną informację, że jego analiza jest słaba, ale nadal czuć, że ma prawo zadawać pytania i próbować ponownie.
Różnica dotyczy oddzielenia oceny pracy od oceny człowieka.
„Ten argument nie wynika z przedstawionych danych” jest konkretną uwagą merytoryczną. „Pan chyba nie nadaje się do badań” uderza w tożsamość i zamyka przestrzeń do dalszej nauki.
Wysokie wymagania najlepiej działają właśnie wtedy, gdy studenci nie muszą jednocześnie chronić własnego wizerunku przed prowadzącym.
Uczelnia powinna być miejscem, w którym można powiedzieć „nie wiem”
Jednym z dziwnych paradoksów edukacji jest to, że student przychodzi na uczelnię dlatego, że czegoś jeszcze nie wie, a później może przez kilka lat próbować ukrywać każdą lukę w wiedzy.
Jeżeli grupa pozwala otwarcie mówić o trudnościach, korzystają na tym wszyscy. Prowadzący szybciej dowiaduje się, co trzeba wyjaśnić. Studenci uczą się aktywniej, a najbardziej niepewne osoby nie muszą udawać, że nadążają.
Psychologiczne bezpieczeństwo nie jest więc miękkim dodatkiem do dydaktyki. Wpływa bezpośrednio na przepływ informacji. Jeśli student boi się powiedzieć, że czegoś nie rozumie, nauczyciel nie wie, że komunikacja zawiodła.
Najlepsza sala wykładowa nie jest miejscem, w którym nikt nie popełnia błędów. Jest miejscem, w którym błąd można zauważyć, nazwać i wykorzystać do dalszej nauki.

