
Ktoś robi zdjęcie podczas szkolnej wycieczki. Kilka minut później fotografia znajduje się na Instagramie, TikToku albo w klasowej grupie. Dla jednej osoby jest zabawną pamiątką, dla drugiej – zdjęciem, którego nigdy nie chciała publicznie pokazywać.
Technologia sprawiła, że opublikowanie cudzego wizerunku zajmuje kilka sekund. Prawo do decydowania o własnym wizerunku nie zniknęło jednak wraz z pojawieniem się smartfonów.
Zrobienie zdjęcia i jego publikacja to dwie różne rzeczy
W potocznym myśleniu często wrzuca się te czynności do jednego worka. Tymczasem sam fakt, że ktoś znalazł się na fotografii, nie oznacza jeszcze automatycznie, że zdjęcie można bez ograniczeń rozpowszechniać.
Co do zasady rozpowszechnianie wizerunku wymaga zezwolenia osoby przedstawionej na zdjęciu, choć prawo przewiduje od tej zasady określone wyjątki.
Dlatego zdanie „przecież pozwoliłeś zrobić sobie zdjęcie” nie zawsze oznacza to samo co „pozwoliłeś umieścić zdjęcie publicznie w internecie”.
To jedna z podstawowych rzeczy, których warto uczyć już w szkole.
Wizerunek jest również daną osobową
Urząd Ochrony Danych Osobowych zwraca uwagę, że wizerunek może być zarówno daną osobową, jak i dobrem osobistym. W przypadku dzieci i młodzieży kwestia jego publikowania wymaga szczególnej ostrożności.
Nie chodzi przy tym jedynie o przepisy. Raz opublikowana fotografia może zostać pobrana przez inne osoby, przerobiona, przesłana dalej albo wykorzystana w zupełnie innym kontekście.
UODO wskazuje między innymi na ryzyko tworzenia memów, cyberprzemocy, fałszywych materiałów czy wykorzystania fotografii do tworzenia deepfake’ów.
Jeszcze kilka lat temu niektóre z tych zagrożeń wydawały się abstrakcyjne. Dziś narzędzia pozwalające przerabiać zdjęcia są dostępne praktycznie dla każdego.
„Przecież to tylko grupa klasowa”
Problem prywatności nie zaczyna się dopiero wtedy, gdy zdjęcie trafia na publiczny profil obserwowany przez tysiące osób.
Materiały przesłane do zamkniętej grupy także mogą zostać skopiowane. Wystarczy zrzut ekranu, zapisanie fotografii albo przesłanie jej kolejnej osobie.
Dlatego warto wykształcić prosty nawyk: zanim udostępnimy zdjęcie, na którym ktoś jest łatwo rozpoznawalny, pomyślmy, czy ta osoba rzeczywiście chce być pokazana w takim miejscu i w takim kontekście.
To nie jest przesadna ostrożność. To cyfrowy odpowiednik szacunku dla cudzej prywatności.
Zdjęcie szkolne może ujawniać znacznie więcej, niż się wydaje
Na fotografii nie widzimy wyłącznie twarzy. Czasem w tle pojawia się nazwa szkoły, numer sali, identyfikator ucznia, plan lekcji, adres budynku albo inne informacje.
UODO od lat zwraca uwagę, że publikacja fotografii dziecka na stronie internetowej może umożliwiać powiązanie konkretnego ucznia z konkretną szkołą.
Jedno zdjęcie może więc przekazywać więcej informacji, niż zakładała osoba, która je opublikowała.
„Wszyscy publikują” nie jest argumentem prawnym
Media społecznościowe przyzwyczaiły nas do bardzo swobodnego obchodzenia się ze zdjęciami. Fotografujemy urodziny, mecze, koncerty, lekcje, wycieczki i spotkania ze znajomymi.
Łatwo z tego wyciągnąć wniosek, że skoro publikowanie zdjęć jest powszechne, to zawsze jest dozwolone.
Prawo nie działa jednak na zasadzie głosowania popularnością. Powszechność określonego zachowania nie powoduje automatycznie, że prawa drugiej osoby przestają istnieć.
Szczególny problem: zdjęcia dzieci publikowane przez dorosłych
Dyskusja o prywatności w internecie coraz częściej dotyczy również sharentingu, czyli publikowania przez rodziców znacznej ilości informacji i zdjęć dotyczących dzieci.
Problem jest ciekawy właśnie z edukacyjnego punktu widzenia. Mały człowiek tworzy swój cyfrowy ślad, zanim sam zacznie świadomie korzystać z internetu.
UODO podkreśla, że przy publikowaniu wizerunku dzieci należy brać pod uwagę nie tylko formalną legalność działania, ale również konsekwencje dla samego dziecka.
Zdjęcie zabawne dla rodzica może kilka lat później stać się dla nastolatka źródłem zakłopotania.
Sztuczna inteligencja zmieniła skalę problemu
Jeszcze niedawno największym ryzykiem związanym z cudzym zdjęciem był nieprzyjemny mem. Obecnie fotografie mogą służyć również do generowania realistycznych, fałszywych materiałów.
UODO informowało już o przypadkach wykorzystywania technologii do tworzenia krzywdzących, spreparowanych zdjęć uczniów.
To pokazuje, dlaczego edukacja dotycząca wizerunku nie powinna kończyć się na zdaniu „nie wrzucaj kompromitujących zdjęć”. Potrzebna jest znacznie szersza świadomość tego, co może stać się z materiałem po jego opublikowaniu.
Najprostsza zasada jest często najlepsza
Przed publikacją zdjęcia warto odpowiedzieć sobie na trzy pytania: czy mam prawo je udostępnić, czy osoba widoczna na nim rzeczywiście tego chce oraz czy publikacja nie ujawnia informacji, których nie powinno być w internecie.
Prawo jest tutaj ważne, ale równie istotny pozostaje zwykły szacunek.
Nie każde zdjęcie, które możemy opublikować technicznie, powinniśmy publikować. W świecie, w którym wykonanie kopii zajmuje sekundę, a sztuczna inteligencja potrafi zmieniać fotografie w sposób trudny do przewidzenia, ostrożność staje się jedną z podstawowych kompetencji cyfrowych.

